Samochodowo-motocyklowe potyczki, czyli o prawdziwych(?) samcach słów kilka

Samochodowo-motocyklowe potyczki, czyli o prawdziwych(?) samcach słów kilka

Dzisiejszy wpis będzie traktował o postrzeganiu motocyklisty przez szofera i na odwrót.
To taka trochę moja wewnętrzna kłótnia, gdyż jestem po części jednym i drugim.
Do zastanowienia się nad sytuacją przekonał mnie niemalże ręcznie wąsaty macho w srebrnym seacie wczoraj gdy wracałem od Niedźwiedzia.
Ale jako, że nie jest to próba wylania żalów i opowieść jak to mnie biednego malutkiego ktoś potraktował opiszę temat nieco szerzej.
Faktem jest, że od kiedy jeżdżę na motocyklu moje postrzeganie świata także zza kierownicy samochodu uległo zmianie.
Może się wydać to nieco dziwne u faceta posiadającego prawo jazdy od ponad piętnastu lat, z ośmioletnią praktyką w amatorskim sporcie samochodowym.
Tutaj już wszystko powinno być przynajmniej poukładane,a moje średnie zdolności w tym kierunku (drugim Kubicą nigdy nie będę) powinny być na długiej prostej z której raczej będzie już tylko z górki wraz z posuwającym się wiekiem i wszystkim z tym związanym.
Ale jak widać człowiek uczy się całe życie :)
Podsumowując, jestem przeciętnym kierowcą, który w młodości niejednokrotnie wygrał konkurs na kretyna tygodnia (ze dwa razy awansowałem nawet do eliminacji na kretyna miesiąca),
którego niewiele na drodze powinno zmusić do zrewidowania postawy.
A tu proszę- taka niespodzianka.  
Wracając do sprawy, od kiedy jeżdżę motocyklem zacząłem tępić u siebie parę nawyków i wykształcać nowe.
Aby wszystko było łatwiej zrozumieć opiszę to na przykładzie scenek z mojego motocyklowego życia wziętych.  
1. Korek.
Korek to najczęstsza forma spędzania wolnego od pracy i obowiązków domowych czasu jaką preferują ludzie w krajach tzw cywilizowanych(?).
Gdyby w tym momencie w ziemię pierdolnął wielki meteoryt, udusiła by nas wszystkich tajemnicza mgła pochodząca z brzozy lub jakiś walczący w imię tego czy tamtego boga miłujący pokój fanatyk postanowił podzielić cząsteczkę atomu przez zero, odnajdujące nasze szczątki w postaci wykopalisk, kolejne gatunki przewodnie na planecie stwierdziłyby z pewnością, że stanie w korkach było dla nas bardzo ważnym rytuałem, któremu poświęcaliśmy całkiem sporą część swojego życia.
Zatem stoimy w korku.
Ja w samochodzie, a obok mnie Ja na motocyklu.
Rytuał trwa.
Powoli i mozolnie przesuwamy się do przodu.
Noga za nogą (a raczej koło za kołem)  

- Chwila zaraz !!! - mówię ja w samochodzie.- To Ja stoję w korku, a ten patałach na motocyklu JEDZIE !!!. Jak on śmie jechać jak ja stoję.  

W ten sposób zmotywowany przytulam się z porozumiewawczym uśmiechem do boku przytulającego się do mnie sedana z prawej i wyrównuję krzywdy. Teraz stoimy w trzech :)

- A ty ty niedobry ty - Myślę Ja na motocyklu widząc zaistniałą sytuację.
I omijam blokujące mnie auta kolejną pojawiającą się lukom.
Równowaga wszechświata i naszego Kultowego Korka zostaje zachowana.
W wersji szczególnie rozbudowanej pokazujemy sobie środkowe palce w znaku pokoju i wracamy do domu.  
Ale tym razem Ja na motocyklu przekazuję Mnie w samochodzie odrobinę matematyki.
Przeciętny motocykl ma długość od 1,8 do 2,5 m.
W chwili gdy zablokowałem tego pajaca na motocyklu korek za mną właśnie o tyle się wydłużył (i dobrze niech chuje stoją jak to mawiał M.Kondrat w Dniu Świra)
Długość przeciętnego auta klasy kompakt to 4 - 4,5 metra.
Długość ciężarówki to strzelając około 20 metrów.  

- Zaraz zaraz - myślę Ja za kierownicą auta - co robią te palanty przede mną ??
I walę w kierownicę ze złości patrząc na jadących przede mną w rzędzie dziesięciu motocyklistów , których inny Ja w aucie, ku swojej satysfakcji nauczył gdzie ich miejsce 100 metrów przede mną.
- Przecież tam by się kurwa TIR zmieścił !!!
Jedźcie!!! Nie mam zamiaru stać tu do północy !!!
- Jest na to sposób - odpowiadam Ja na motocyklu.
- Jaki ? - pytam Ja w aucie gryząc kierownicę ze złości, gdy od stania w korku po pracy w której szef mnie nie lubi, klient zrobił mi awanturę, gotuje mi się mózg bo temperatura przekracza 50 stopni w aucie, klima szwankuje i mam jeszcze pięć spraw do ogarnięcia zanim zajadę do spłacanego przez najbliższe pięćdziesiąt lat mieszkania na krótką awanturę z moją połowicą, która także musi jakoś oderagować, zanim jutro zaczniemy to wszystko od nowa.
- Wpuść motocykle. Niech wsiąkną w korek. To jak wymieszanie grochu z makiem (albo przemawiające bardziej do wyobraźni wody ze spirytusem) całość upchnie się na dużo  mniejszej powierzchni, a wszyscy razem szybciej dojedziemy do domu na godzinkę nienawiści (lub w sytuacji porannej, do pracy na opierdol od Szefa).
Odrobinę utraty własnego Ego w zamian za mniejszy stres i krótszy korek ?  
Co Ty na to?  
Jeżeli to do Ciebie nie przemawia spojrzyj na to po polsku (czyli kto ma gorzej ode mnie bo to mi poprawia humor)  
Siedzisz w aucie i słuchasz swojej ulubionej muzyki obmyślając powoli plany na weekend, prawą dłoń, gdy nie obsługuje gałki zmiany biegów pomiędzy 1 a 2 kładziesz na smukłym udzie Twojej partnerki co za każdym razem powoduje jej figlarny uśmiech.
- Co ?
Nie siedzi obok Ciebie Piękna Kobieta?
Wieziesz Teściową ?
No to się kurwa wysil i sobie wyobraź to (broń boże nie łap za kolano teściowej, wtedy graby na kierownicy  !!!)  
No właśnie.
A teraz spojrzyj na mnie obok.
Na motocyklu nie słucham muzyki nawet jak sam krzyczę piosenki do wnętrza kasku, bo słowa porywa wiatr.
Jest środek lata a ja zamiast w sandałach i klimatyzowanym wozie jadę w skórzanej kurtce i spodniach a w ramach o dbanie żebym się nie przeziębił założyłem jeszcze kask , buty i rękawice.
Widzisz - od razu lepiej .  

Temat drugi: Wyścig.
Tutaj Ja za kierownicą auta jestem zawsze na jednej pozycji.  
Przegranej.  
Znów odrobina matematyki.
Przeciętny turystyczny motocykl o pojemności 600 ccm i wieku w którym dziewczyny zaczynają powoli być za stare na galerjanki przyspiesza do 100 km/h w czasie w jakim robi to parenaście seryjnie produkowanych aut dostępnych w Polsce
(podpowiedź NIE jest to opel astra)
Co za tym idzie gdy startujemy spod świateł Ja na motocyklu zostanę w tyle nie dlatego, że chcę, ale dlatego że najpierw zrobię drobny ruch głową w lewo i prawo czy ktoś na "późnym żółtym" nie gna do domu.
Nie wyprzedzaj mnie wtedy.
Nie poprawi Ci to sexu wieczorem, a jest cholernie niebezpieczne.  

Temat trzeci: Konfrontacja.
Czyli pozorna chęć spowodowania wypadku w momencie gdy przeciskający się przez korek motocyklista jedzie tuż obok.
W tym przypadku Ja na motocyklu jestem zawsze w jednej pozycji.  
Przegranej.  
Ja w aucie mam systemy bezpieczeństwa czynnego i biernego , kontrolowane strefy zgniotu, wzmocnienia , poduszki powietrzne, pasy i ponad tonę elementów z których wszystkie są twardsze od ludzkiego ciała (i mają jeszcze jedną zajebistą zaletę - łatwiej je wymienić)   Ja na motocyklu przeciwstawiam temu skórzany kombinezon o grubości 1,2 do 1,4 milimetra co prawda ze wzmocnieniami, do tego kask buty i rękawice.  
Ja w aucie zastanawiam się czy pokazanie "kto jest górą" jest warte załatwienia komuś projekcji filmów "Piła" , "Szczęki" i "Teksańska masakra piłą mechaniczną" naraz tylko po to aby w domu powiedzieć Kobiecie:
" Kochanie ale załatwiłem dziś jednego pajaca na motocyklu. Jego nogi jeszcze szukają, a zaraz po wywrotce szyba pod kaskiem wyglądała jak zawartość naszego miksera w momencie gdy robisz mój ulubiony shake truskawkowy"  

Temat czwarty: Prędkość maksymalna - czyli kto tu ma jaja?
Ja w samochodzie podróżowałem po polskich drogach z prędkościami często niedozwolonymi (kogoś kto tego nie robił  trudniej będzie znaleźć niż dziewicę w gimnazjum)  
To samo potwierdzam Ja na motocyklu.
Jadąc naszymi wspaniałymi autostradami (obydwoma!) na motocyklu utrzymuję prędkość przelotową w granicach 130 - 150 km/h jest ona optymalna z wielu powodów o których nie ma sensu teraz opowiadać.
Jadąc z taką prędkością jestem często wyprzedzany przeze mnie w aucie, przy czym moja jazda autem rozbija się na trzy warianty:
1. Jestem akwizytorem (jadę Pandą lub innym fordem fokusem i wyprzedzam motocykl jadąc z maxymalną prędkością będącą o 2,234 km/h większą od prędkości motocykla. Trwa to pół godziny , ale jaka frajda)
2. Jestem Tatą (w srebrnym sedanie siedzi dwoje dzieci z tyłu i żona z boku a ja mam swoje pięć minut)
3. Jestem posiadaczem auta znacznie przekraczającym prędkością max. osiągi motocykla, który wyprzedzam (w tym przypadku, na ogół, wiem z czym się wiążą prędkości z jakimi podróżujemy i wszystko odbywa się bez problemów)  

Pomijając ostatni przypadek - jedyny powód dla którego jestem z przodu jadąc autem jest taki, że jadąc motocyklem wypisałem się (chwilowo) z udziału w konkursie na kretyna miesiąca.  

To tyle z moich przemyśleń na szybko uruchomionych przez wczorajszy dzień. ps: z nawiązaniem do Euro, które właśnie minęło.
Pomyślcie o ile piękniejszy i spokojniejszy byłby świat gdyby jego głównym sportem zamiast piłki nożnej była:  

Siatkówka Plażowa Kobiet.  

Kto nie wie o czym mówię niech poogląda jakikolwiek turniej (albo posłucha razem ze swoim chłopakiem relacji z koncertu George Michaela i Eltona Johna z 1997 roku)